Parol S01 E06 – Trudne powroty

Znowu czuję to nieprzyjemne pieczenie, w bliżej nieokreślonym miejscu, gdzieś pomiędzy skalkulowanym na robieniu wrażenia ego a wrodzoną powściągliwością.

Od pierwszej publikacji minęło sporo czasu, a ja ponownie czuję się w roli debiutanta. Jest to podyktowane, poddawanej wciąż pod wątpliwość, zasadności mojej tu obecności (dziwnie się zrymowało). Nie pisałem długo, bo nie odczuwałem potrzeby zaburzania komukolwiek rytmu dnia swoimi przemyśleniami. Nic mnie specjalnie nie uwierało, nie zaznałem dotkliwej niesprawiedliwości, bądź zwyczajnie mi się nie chciało. Czasem wyobrażałem sobie rozczarowanie po przeczytaniu któregokolwiek z moich wpisów i zawód którego byłem powodem, co skutecznie powstrzymywało mnie przed kolejnym grafomańskim wybrykiem.

Panie redaktorki cierpliwie wysłuchiwały moich wątpliwych wyjaśnień i piętrzących się przeciwności, które w niewytłumaczalny sposób stawały na drodze do powstania kolejnego wpisu.

Pani menadżer też się trochę puszyła i tupała nóżką, ale w starciu z moją nabytą biernością mało kto wychodzi zwycięsko. Ze mną trzeba sposobem, nic na siłę. To jeden z sekretów naszej, w miarę udanej współpracy.

Absolutnie nie mam ambicji pisarskich, nie uważam też, żebym miał ku temu specjalny talent, co z pewnością potwierdziłaby moja polonistka z liceum, która nie dostrzegła drzemiącego potencjału. (skutecznie zniechęcając mnie do tej formy ekspresji) Do tej pory śnię koszmary, w których Pani profesor, ze spalonymi na żółto włosami, zbyt dosłownie przypominając Javiera Bardema ze Skyfall, terroryzuje mnie czerwonym markerem, mażąc po mnie jak po brudnopisie.

Mimo świadomości braków warsztatowych, przyznaję się, że czerpię z tej pisaniny autoerotyczną przyjemność. Wynika to chyba ze szczerości, jakiej poddaję się, w konfrontacji z banalnością sytuacji i klawiaturą mojego peceta. Siedząc tu i teraz, za widownię mając samego siebie, trudno nie być szczerym. Momentami zbyt szczerym jak na tego typu publikację, ale wynika to z mojej na wpół ekshibicjonistycznej natury.

Typowe dla mnie jest to, że ten wpis miał być na zupełnie inny temat. Założenie było proste: krótki wstęp, wytłumaczenie mojej absencji bez wdawania się w szczegóły i przejście do opisu zdarzenia „X”, którego ostatnio byłem niemym bohaterem. Wkurza mnie, że ten tekst jest o niczym, że po raz kolejny dałem się uwieść przekonaniu, że potrafię pisać, i że jest godzina 7:49 rano, a ja jeszcze nie położyłem się spać.

Teoretycznie wiem, o czym napiszę następnym razem, pod warunkiem, że nie dam się uwieść kolejnym autofantazjom.
Trwa ładowanie komentarzy...